Spotkanie z Ezo Oneir - promocja książki Burze na słońcu

„Burze na słońcu” - jak czytamy w zapowiedzi, to szamańska powieść osadzona we współczesnych realiach. Książka ukazała się w grudniu 2017 roku. Fabuła dla niektórych może brzmieć znajomo. Główna bohaterka Ewa z jednej strony wpasowuje się w schemat dzisiejszej bizneswoman, z drugiej strony w głębi serca czuje, że to nie jest jej świat. Pracuje w dużej korporacji, ma obowiązków na co najmniej trzy etaty, nigdy nie wychodzi z pracy o czasie, a o realizację planów sprzedażowych musi codziennie walczyć.

Ewa jest uosobieniem naszych czasów, gdzie w pędzie życia staramy się odnaleźć bezpieczną przystań. Coś, co wskaże nam drogę do spokoju i pomoże osiąść tu i teraz. Z tego właśnie powodu Ewa dostaje się w świat ezoteryki. Jej nauczyciel duchowy okaże się osobą niegodną zaufania, ale o tym dziewczyna przekona się dopiero w momencie, kiedy straci... wszystko.

„Poza Rzeczywistością” to nazwa cyklu fotografii, które stworzyła Ezo Oneir (Agnieszka Mlicka).

Artystka pochodzi z Bydgoszczy, ale prowadzi działania na terenie całego kraju. Sama mówi o swojej twórczości: „Nie ulegam modzie i trendom, nie boję się używania koloru, ocierania się o definicję kiczu i łamania reguł w fotografii. Ulegam natomiast zdecydowanie emocjom i chwilom. W nowe doświadczenia i projekty artystyczne wchodzę z ciekawością i zaufaniem. Zdjęcie stanowi  dla mnie szkic do dalszej pracy. Zawsze chciałam być malarką – maluję więc graficznie – stwarzam inne światy, wymiary i bajki”.

Agnieszka Mlicka fotografuje od kiedy dostała od Taty radziecki aparat Agat. Uwieczniała nim świat dzieciństwa lat 80. Jest absolwentką Technikum Fotograficznego w Bydgoszczy (rok ukończenia 2000) z dyplomem o specjalizacji Makrofotografia Przyrodnicza. Ukończyła również studia na Uniwersytecie Łódzkim o specjalizacji Grafika Komputerowa. Ponadto jest również prezesem fundacji artystycznej „Przestrzeń WariaNtów”, której celem jest promowanie wszelkiej twórczości artystycznej ze szczególnym uwzględnieniem fotografii, malarstwa, teatru, muzyki i literatury.

Fragment wywiadu, pt. „Ezo widzi inaczej”, która przeprowadziła Marta Leszczyńska, „Gazeta Wyborcza” 22.12.2018

Marta Leszczyńska: Co znaczy twój pseudonim Ezo Oneir?

Agnieszka Mlicka: Pochodzi od słów ezoteryczna i oniryczna.

- Taka właśnie jesteś?

- Te dwa przymiotniki to definicja w pigułce mnie i mojej twórczości. Jestem ezoteryczna, bo wyczuwam energie niewidzialnych dla ludzkiego oka bytów. Przez jakiś czas praktykowałam uzdrawiania energią. Pozostawiło mi to bonus w postaci nadwrażliwości na to, co niewidzialne. Często materializuje się to na moich fotografiach pod postacią charakterystycznego, niepokojącego tła. [...]

- Ludzie dzięki spotkaniu z Tobą odkrywają coś nowego o sobie?

- Te sesje zawsze zmieniają coś zarówno we mnie, jak i w osobie, która w niej uczestniczy. Są jak podróże, które pomagają nam doświadczać z zupełnie innego poziomu. Zdejmujemy społeczne maski – bo nie mają one w danym momencie żadnego znaczenia, odstawiamy na bok pracę, obowiązki i troski. Odczuwamy bardziej. Wędrujemy, oddychamy, czujemy fakturę ręcznie tkanej sukni. Wiem, że metamorfoza kilku kobiet, rozpoczęła się od spotkania ze mną. Bardzo często zostajemy też z bohaterami moich sesji dobrymi znajomymi. Więź nie znika wraz z wykonaniem usługi.

- Sztuka zawsze była twoim sposobem na życie?

- Do 32 roku życia pracowałam w korporacjach. Zarabiałam dużo pieniędzy i pięłam się po szczeblach kariery. Zajmowałam stanowiska dyrektorskie i menedżerskie w firmach związanych z bankowością i ubezpieczeniami. Byłam pracoholiczką czyli typem pracownika, którego duże firmy uwielbiają. Przejawiałam też wiele nieakceptowanych dla mnie dziś egoistycznych zachowań i przywdziewałam wiele masek. Epatowałam seksapilem tam, gdzie było to absolutnie nie na miejscu. Od wysokości moich ówczesnych szpilek, do tej pory boli mnie kręgosłup. Gdybym dziś spotkała siebie z tamtego czasu, sama sobie spuściłabym łomot.

- Co cię zmieniło?

- Wszystko zaczęło się w roku 2012. Miałam wtedy 32 lata. Przeszłam do kolejnej korporacji. Tym razem z branży ubezpieczeniowej. Olbrzymia odpowiedzialność i kilkadziesiąt partnerów biznesowych pod opieką. Produkty wysokiej jakości ze składką wyższą niż oferta konkurencji. Nie wystarczyło tylko patrzeć, jak słupki ze sprzedażą rosną. To była ciężka, emocjonalnie wyczerpująca i stresująca harówka, która nie kończyła się wraz z wybiciem godziny 16-tej. Tak przepracowałam kolejny rok.

- Nie wytrzymałaś presji?

- Stało się coś potwornego. Mój przyjaciel, który był takim samym typem pracoholika co ja, zmarł. W wieku zaledwie 30 lat. Z przerażeniem słuchał, jak nalegałam na to, by wziął L4 na grypę, a za dwa dni już nie żył. Okazało się, to co braliśmy za symptomy grypy, tak naprawdę było objawami pękniętego tętniaka. To zdarzenie było dla mnie jak przebudzenie rodem z Matrixa. Jego śmierć zmieniła postrzeganie życia wielu osób”.