Miejskie Centrum Kultury w Bydgoszczy

PRZEMYSŁ W KINIE: "Głowa do wycierania", reż. David Lynch (1977)

Materiał na melodramat: młodzieniec Henry Spencer spotyka się z dziewczyną imieniem Mary. Pojawia się dziecko, małżeństwo z przymusu, a w końcu opieka nad rozwrzeszczanym noworodkiem. Wstręt rodzica do potomstwa napędza tę mroczną fantasmagorię, która swego czasu stała się najdoskonalszym artystycznie wcieleniem midnight movie.

Opakowany w garnitur, przyduszony krawatem, pucułowaty Henry Spencer wygląda na dalekiego kuzyna M – Mordercy Fritza Langa. Wyłupiaste oczy na granicy wystrzelenia z czaszki, włosy jak u skazańca smażonego na krześle elektrycznym... Harry zaiste jest przybyszem z epoki niemieckiego ekspresjonizmu. Przypomina w tym swego stwórcę, debiutującego "Głową do wycierania" Davida Lyncha, którego film wygrany jest na gwałtownych kontrastach czerni i bieli, a cała futurystyczna scenografia przypomina koszmar wyśniony przez doktora Caligari.

Gdy w roku 1977 pierwszy film Lyncha grany był w nowojorskim Cinema Village, krytyk J. Hoberman zadebiutował jego recenzją na łamach „The Village Voice”. Napisał wówczas: "Jeśli ktoś odważy się wyświetlić jedną rolkę ‘Głowy do wycierania‘ w trakcie seansu ‘Gwiezdnych wojen‘, nie zawaham się nazwać tego czynem rewolucyjnym".